poniedziałek, 2 września 2013

2. Szkic

Niepozorna taksówka z niemałą prędkością mijała kolejne ulice Londynu. Na zewnątrz hulał wiatr, a pojedyncze krople deszczu lądowały na szybie pędzącego samochodu. Z tyłu pojazdu siedział samotny chłopak na pozór bezczynnie przyglądający się przechodniom. Tak naprawdę Zayn bardzo intensywnie myślał. Był szczerze zdziwiony swoim dzisiejszym zachowaniem. Nigdy jeszcze nie pokłócił się na poważnie z Joshem. Czuł się winny za to całe zajście. Może w ogóle nie powinien się o nic pytać. To nie jego życie. To nie jego sprawa. Jednak ta dziewczyna, Jack, przykuła jego uwagę. Kiedy usłyszał jej historię, poczuł się jakby powołany do misji. Zaśmiał się zrozumiawszy absurdalność swoich myśli. ‘Jakiej, cholera, misji?’ zadał sobie pytanie nawet nie wiedząc, że zdezorientowany kierowca usłyszał jego wypowiedź. Mulat sam nie wiedział o co mu chodzi. Po prostu czuł całym sobą, że oto zdarzyło się coś niewyjaśnionego. Nie mógł pozbyć się wrażenia, że na tym nie skończyła się historia jego i… Jack. Wciąż odtwarzał sobie obraz smukłej dziewczyny pozbawionej przytomności, leżącej na kanapie. Kolejnym zaskakującym faktem było to, że Zayn pamięta każdy szczegół jej twarzy. Długie, ciemne rzęsy, pozbawione emocji, a jednak piękne niebieskie oczy, które swoją klarownością przypominały taflę jeziora, delikatne rysy, blade policzki, mały, prosty nos i malinowe usta. Otrząsnął się z tych myśli. Co go opętało? Gdyby o tym komuś opowiedział, wyszłoby, że się zakochał, a to nieprawda. Przynajmniej tak twierdził. Miłość to coś na co potrzeba czasu. Takie było jego zdanie. Kilka minut później taksówka zatrzymała się na parkingu otaczającym budynek mieszkalny i zaraz potem ruszyła dalej pozostawiając dziewiętnastolatka, który żwawym krokiem ruszył w stronę wejścia. Jego i Nialla apartament znajdował się na trzecim piętrze. Dotarłszy na miejsce wyciągnął z kieszeni kluczyk i po chwili był już u siebie. Ściągnął buty i pomaszerował do łazienki z zamiarem odświeżenia się. Niedane było mu tam dojść, gdyż przeszkodził mu w tym blondyn trzymający kanapkę w jednej ręce a kubek z herbatą w drugiej.

- Jesteś? – brunet zadał bezsensowne pytanie, wyrażające jego zdziwienie. Irlandczyk według wcześniejszych ustaleń miał właśnie imprezować wraz ze swoimi starymi przyjaciółmi w klubie w centrum Londynu. Brunet nie miał teraz ochoty rozmawiać z Niallem.

- A nie widać? - zaśmiał się tamten. Potem nieznacznie usunął mu się z drogi. Zayn chciał się jak najszybciej ulotnić, aby przyjaciel nie zdążył go wypytać o dzisiejsze spotkanie z Joshem. Znikał już za drzwiami łazienki, kiedy usłyszał głos Horana – Wcześnie wróciłeś. Nie było meczu?

W mieszkaniu nagle zapadła straszna cisza, którą po chwili przerwał głos bruneta.

- Zamknij się. – warknął zirytowany chłopak i zniknął w pomieszczeniu. Zszokowany blondyn wyciągnął jeszcze rękę chcąc zapukać i zapytać czy wszystko dobrze, lecz po krótkim namyśle zrezygnował z tego pomysłu. Wrócił do kuchni, gdzie zmartwiony dopił swoją herbatę. Równie zdumiony Zayn patrzył w lustro kręcąc smutno głową. Nie miał zielonego pojęcia, co się z nim dzisiaj dzieje. Zachowywał się jak dupek. To było nie w porządku zarówno wobec Josha jak i Nialla. Będzie musiał ich przeprosić i to szybko.



Brunet starał się zasnąć już od kilku godzin. W tym czasie zdążył wszystko przemyśleć. Już wiedział, że chce jej pomóc. Skoro Josh traci nadzieję pora, aby ktoś mu ją przywrócił i tym kimś będzie Zayn. Leżał opierając głowę na miękkiej poduszce i starał się ułożyć sensowne przeprosiny, które wygłosiłby jutro podczas prób. Oprócz tego chciał porozmawiać z perkusistą na temat Jack. Im szybciej tym lepiej. Był pewien, że jeśli będzie to odkładał w końcu zrezygnuje. Ona czeka, aby ktoś wyciągnął do niej pomocną dłoń, więc nie wolno teraz stchórzyć. Dla chłopaka sen przyszedł niespodziewanie, zabierając go tam, gdzie problemy tego świata nie istnieją.



 ***


Pięciu młodych mężczyzn zmęczonych śpiewaniem, odetchnęło z ulgą, kiedy ogłoszono koniec na dzisiaj. Wstali i zaczęli się rozciągać, a na ich twarzach malowała się radość z dokonanych postępów. Tylko Zayn zdawał się być dzisiaj nieobecny. Ciągle mylił tekst i miał problemy z dopasowaniem się do reszty. Nikt nie wiedział, co może być tego przyczyną… nikt oprócz Josha, dla którego także nie był to najlepszy dzień. Wiedział, że przesadził wczoraj krzycząc na Bogu ducha winnego Zayna. Podczas prób starał się skupić na graniu, jednak problemy, które od pewnego czasu go przytłaczały, nie dawały mu wytchnienia nawet w pracy. Zresztą sprzeczka z przyjacielem, nie była jedynym powodem jego zmartwień. Jack nie wyszła ani razu z pokoju od feralnego wieczoru. Kiedy tam zaglądnął leżała jak zabita na łóżku i jedynym dowodem na to, że dalej żyje, była unosząca się spokojnie klatka piersiowa wraz z każdym oddechem. Na nodze, w miejscu gdzie szkło dosięgło jej delikatnej skóry, krew już zaschła tworząc ledwo widoczną kreskę z odległości, z której patrzył Josh. Wychodząc z domu miał dziwne przeczucie, że niedługo wydarzy się coś ważnego. Pytanie tylko, co? Wstał teraz, widząc jak zbliża się do niego Zayn. Przełknął ślinę, nie wiedział co powiedzieć. Było mu naprawdę głupio. Jeszcze nigdy nie czuł się nieswojo w obecności tego chłopaka.

- Josh – odezwał się cicho brunet. – Moglibyśmy pogadać na osobności? – ruchem głowy wskazał roześmianą gromadkę, która, jeśli teraz nie znikną, zaraz się nimi zainteresuje.

Dwudziestoparolatek zgodził się bez wahania. Ruszyli szybko w stronę wyjścia, zabierając po drodze swoje kurtki.

- Gdzie się wybieracie? – zapytał zaciekawiony Niall. Zanim znaleźli się dzisiaj w studio, Zayn go przeprosił, tłumacząc, że miał małą kłótnię z Joshem. Blondyn nie był pamiętliwy. Od razu przebaczył przyjacielowi, pocieszając go, że każdemu się zdarza mieć gorszy dzień. Jednak nie mógł się powstrzymać, aby nie zatrzymać tych dwóch, którzy na pierwszy rzut oka, chcieli się pozbyć świadków. Ewidentnie coś ukrywali.

- Nie twój interes, Horan – powiedział niby żartem szatyn i mrugnął do pozostałych. Nim się obejrzeli Josha i Zayna już nie było. Zaalarmowany ich zachowaniem wydawał się tylko Niall. Jednak po chwili otrząsnął się z rozmyślań i już całkiem zrelaksowany słuchał żartów Louisa.

Tymczasem w pobliskiej kawiarni Zayn nerwowo spoglądał na swego towarzysza. Ulokowali się w tej zacisznej knajpce, wybierając miejsce przy oknie, aby móc patrzeć na ruchliwy Londyn. Przeprosiny mieli już za sobą, jednak teraz brunet chciał porozmawiać o czymś innym. Wziął głęboki wdech.

- Chciałbym jeszcze o czymś z tobą porozmawiać – zaczął. Dwudziestoparolatek zerknął ciekawie na kolegę i kiwnął głową na znak, że słucha. – Zastanawiałem się wczoraj nad sytuacją Jack – zerknął chcąc sprawdzić reakcję Josha. Chłopak wyraźnie zainteresował się słowami bruneta.- Wiem, że to może wydawać się głupie, ale chciałbym wam jakoś pomóc. Nie jestem terapeutom, ale pojawienie się nowej osoby w jej życiu, być może na nią jakoś wpłynie? Kto wie, przecież warto chyba spróbować – skończył i nerwowo przygryzł wargi, czekając na odpowiedź.

Między nimi zapanowała pełna napięcia cisza. Kawiarnia była w zasadzie pusta, więc nikt specjalnie nie zakłócał spokoju. Josh zastanawiał się co skłoniło Zayna do podjęcia takiej decyzji. Uważał, że brunet nie rozumie powagi sytuacji. Myśli, że rozwiąże, to od tak, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Szkoda, ale to nie bajka. Żyjemy w brutalnym świecie, w którym nie ma czasu na złudzenia. Westchnął, zastanawiając się, jak w grzeczny sposób odmówić chłopakowi. Może i Zayn miał dobre intencje, jednak perkusista One Direction uważał pomysł ten za bezcelowy. To ma jej pomóc? Jakieś spotkania z celebrytą? Ona żyje w innym świecie, a Mulat bynajmniej nic tam nie zdziała. Spojrzał ze smutkiem na chłopaka siedzącego naprzeciwko.

- Zayn… ja już nie chcę się kłócić, ale uważam, że to nie najlepszy pomysł – stukał nerwowo palcami o blat.- Jack nie potrzebuje t a k i e j pomocy. Poza tym ty masz zespół, nie wolno ci się teraz koncentrować na czymś innym. To mogłoby wszystko zepsuć. Zastanów się dobrze – tłumaczył, widząc jak brunet zaczyna niespokojnie wiercić się na krześle.

- Myślałem nad tym. Czemu mi nie dasz szansy? – w jego głosie pobrzmiewała nutka irytacji.

- Niedorzeczność! Stwierdziłeś to wszystko po jednym wieczorze? Kompletne szaleństwo – Josh także powoli tracił cierpliwość. Wiedział, że to nic nie da. Ile razy on próbował? Wiedział także jakby to się odbiło na jego karierze, a gdyby media zainteresowały się tą sprawą? Gdyby coś wywęszyli? Później nagłówki o chorej psychicznie dziewczynie, z którą umawia się Zayn Malik. Doskonale zdawał sobie sprawę, że fotoreporterzy śledzą ich na każdym kroku. Na pewno zaraz by się to wydało.

- Ktoś musi przerwać to milczenie! – krzyknął wyprowadzony z równowagi dziewiętnastolatek. – I zobaczysz, że to będę ja – wycelował w niego palcem. Zayn spojrzał na Josha z żalem. Naprawdę chciał pomóc, a przyjaciel nie wierzył w jego możliwości. Mulat zerwawszy się z miejsca, szybko wyszedł z budynku. Odetchnął świeżym powietrzem i dopiero teraz zauważył, że ktoś obserwuje go z drugiej strony ulicy. To był Niall. Stał tam drżąc zimna i wydawał się zdruzgotany tym co zobaczył.


***


Josh na nowo przygnębiony dzisiejszymi doświadczeniami otworzył drzwi mieszkania. Zsunął płaszcz i powiesił go na starym dębowym wieszaku, pamiętającym czasy jego dziadków. Po kolejnej kłótni z Zaynem rozbolała go głowa. Skierował się do kuchni i wyciągnął z jednej z szuflad tabletki. Przełknął lekarstwo, popijając je wodą. Miał ochotę od razu pójść do łóżka, jednak najpierw należało znaleźć Jack. Właśnie kierował się na górę, kiedy zauważył ruch w salonie.  Wszedł do pomieszczenia zastanawiając się co może robić jego kuzynka. To co ujrzał zszokowało go to tego stopnia, że aż musiał oprzeć się o ścianę. Jack  najspokojniej w świecie rysowała! Do oczu chłopaka napłynęły łzy szczęścia. W końcu  jakaś oznaka, że to prawdziwe serce bije pod tą skorupą obojętności. Joshowi trzęsły się ręce, kiedy powoli podchodził do dziewczyny, nie chcąc, aby przerwała czynność. Myślał, że dzisiaj już nic go nie zaskoczy. Był o tym przekonany dopóki nie dojrzał co szkicowała brunetka.

 Nie było wątpliwości. Na kartce widniała uśmiechnięta twarz Zayna Malika. 




*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_*_

Udało mi się dodać ten rozdział w wyznaczonym czasie! Pisałam go na ostatnią chwilę, więc proszę, bądźcie wyrozumiałe :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Dziękuję za 48 członków! Gdyby jeszcze pojawiło się więcej komentarzy, to naprawdę byłoby idealnie. Zatem apeluję, jeśli to czytasz, to zrób coś dla mnie i napisz kilka słów od siebie. Dla Ciebie to tylko kilka chwil, a dla mnie ogromny uśmiech i napływ energii do dalszego pisania. Z góry dziękuję!

A.